Szukaj na tym blogu

środa, 14 grudnia 2011

filcowania ciąg dalszy...

Po raz kolejny powstała seria filcowych broszek - kwiatów. Dziś zdjęcia jednej z nich, gdyż to ona jako pierwsza za chwilę "wędruje" na pocztę. Kwiat z łodyżką filcowany na mokro z dodatkiem małych, błyszczących koralików - czyli klasyczna czerwień z dodatkiem ponadczasowej czerni. Drobne koraliki błyszczą w świetle nadając broszce niepowtarzalnego uroku.
c.d.n.

niedziela, 4 grudnia 2011

Stara mapa

Ostatnio po raz kolejny poczyniam skrzynię piracką - tym razem model w wersji XXL - w takiej to nawet w chowanego bawić sie można:-). Nowością w tej skrzyni jest element jej wyposażenia - stara mapa (chociaż pod kątem historycznym jest to jak najbardziej współczesna wersja). Jej wykonanie nie było najprostsze jak mi się na początku wydawało, okazało się też bardzo pracochłonne, ale efekt końcowy okazał się wart każdej pracy. Ciekawego efektu dodaje pieczęć lakowa i zdobiony złoty uchwyt, na który nawinięta jest mapa.
Ciekawi mnie co jeszcze będzie skrywać skrzynia...ale to już sekret Pani Justyny.

wtorek, 29 listopada 2011

Urodzinowe pudełko.

Prezentuję szybkie pudełko, które stało się prezentem urodzinowym dla pewnej miłej osóbki na jej dwudziestopięciolecie narodzin. Pomysł połączenia motywów wyszedł w trakcie tworzenia: proste a zarazem z nutką fantazji... z bajkowym wręcz wnętrzem, tylko czasu zabrakło na dopieszczenie i idealne wykończenie, a szkoda.
Czegóż można życzyć młodej dziewczynie a można... księcia z bajki:-)
Oj ;-( coś mi się blogger poprzestawiał...

poniedziałek, 28 listopada 2011

Filcowe dodatki - dodajmy sobie koloru!

Aura nas nie rozpieszcza: krótkie dni, mało światła, dookoła ciemno, szaro i ponuro a słońce i przyjemne ciepło to już tylko wspomnienie.
ECH! - wzdychamy, coraz mocniej otulając się ciepłym płaszczem - taka pora roku nastała.
A to co się dzieje na zewnątrz uderza też w nasze samopoczucie i pogarsza nam nastrój. Codziennie w drodze do pracy mijam ludzi - tak samo ponurych jak widok za oknem i... ubranych w całą gamę szarości i czerni, a tylko od czasu do czasu ktoś się odważy i wyróżni się mocnym, soczystym kolorem i odważnym, ciekawym dodatkiem.

 Dziś   zabawa  w  kolory !!!

 Seria zakręconych broszek:









Naszyjniki:





A na koniec pudełko z kolorem: czyli w czym małe królewny trzymają swoje skarby:






sobota, 19 listopada 2011

Moje jesienne nic-nie-robienie...

Hej-Ho!
Powracam po długiej przerwie - aby nikt nie myślał, że całkowicie wyparłam się swoich fascynacji wszelkiego rodzaju "sztuką" co to, to absolutnie NIE!
i jeszcze raz NIE!
Już się tłumaczę: przerwa to nie tylko potrzeba odpoczynku od prowadzenia bloga, to także efekt "zaprzedania mojej duszy" nowym pasjom: nauce filcowania i sztuce kulinarnej (w tym drugim wypadku wyobraźcie sobie szczęście Męża) oraz poszukiwania nowych pomysłów. Zastrzegam od razu, że decu jednak bezapelacyjnie zostaje numerem 1...
Kilka moich filcowanek właśnie się wykańcza i czeka na sesję - ale to temat na następny post. Dziś będzie kilka fotek o sztuce, która "trafia przez żołądek do serca", o wspomnieniach lata, o tym, co poprawia humor i cieszy oko :-)

Wyobraźcie sobie:


 krople deszczu błyszczące w słońcu na płatkach kwiatów,

smak świeżych malin,

i delikatną tartę na francuskim cieście z kremowym twarożkiem pod kołderką z soczystych malin,


mufinki nadziewane orzechami w miodzie i zapach mięty,


czerwone korale jarzębiny,

odrobinę egzotyki na stole,


mój trochę inny jesienny bukiet "kwiatów"


i coś dla osób o mocnych nerwach (wyglądają groźnie, ale mi bardzo smakowały)

 :-) 

I tym strrrasznym akcentem kończę. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy wytrwali i mnie odwiedzają i do następnego razu - tym razem będę zafilcowana.

piątek, 30 września 2011

Jesień w pełni a u mnie...truskawki?

Tak:-)
Jeden samotnie spędzony wieczór, nudny film, kieliszk białego wina, dwie złamane igły oraz kilka porządnych nakłuć (we własne palce oczywiście...) i wyfilcowały mi się dwie soczyście czerwone truskaweczki. 
Muszę przyznać, że jednak są one po dość drastycznych przejściach, które zafundowali im koci domownicy Angel i Diablo. Huncwoty dwa w nocy znalazły miejsce, w którym ukryłam filcowe truskawki i urządziły sobie nocne i dość hałaśliwe zabawy w stylu "podaj dalej" oraz "O! jak fajnie się turla", podczas gdy ja nieświadoma demolki spędzałam czas w objęciach Morfeusza. A rano... Mąż znalazł mnie z pewną częścią ciała wypiętą w górze, gdy szukałam moich filcowanek zaglądając  pod wszystkie szafki i inne ulubione kocie skrytki:-)

Uf! dobrze, że jednak dały się odratować:-)

Owoc mojej pracy...

"Truskawkowo"

Reasumując, filcowanie wciąga również ... koty :-)

sobota, 24 września 2011

Koty za płoty - czyli ja też filcuję...

Dziś na blogu moje pierwsze próby filcowanych form. Zaczęłam od najprostszej czyli od kulek - trochę na sucho, trochę na mokro, by mieć porównanie między obiema metodami. Jeszcze nie wiem, która bardziej mi trafiła do gustu. Z kulek powstały takie wesolutkie korale:


moje słodziaki

 Dalsze próby "potoczyły się" już na mokro (bo palce pokłute): ufilcowałam moje piewsze dredy a z nich takie powstały śliwkowe plasterki - wszystkie w  barwach jesieni:

w szeregu do ... suszenia;-)

 Pierwsze nieudolne trochę kolczyki:
Nie miał mi kto pozować, wieć musiał Diablo wystaczyć.

Dalej nawlókł mi się w artystycznym rozpędzie sznur korali:
a do kompletu będzie również bransoletka

Kwiat też się ufilcował - pomyślę, może będzie fajną broszką:
Kwiat z domieszką jedwabiu

Poszperałam po sieci szukając tutoriałów filcowych i zamarzył mi się szal  - wszystkie materiały już skompletowałam, ale brak mi odwagi...oj i siły tu trzeba:-) a kto filcuje, ten wie, co mam na myśli.

Pozdrawia Zafilcowana Jesiennie B:-)

poniedziałek, 19 września 2011

Jeżynowy chustecznik

Niniejszy chustecznik zamawiała Siostra, sama wybrała wzorek i kolory, ale czasem tak bywa, że nie utrafi się w gusta i od pierwszego wejrzenia uczuciem do niego nie zapałała. Pudełko niedokończone poszło w kąt czekać na lepsze czasy, a Siostra dostała całkiem inne - tym razem trafione. Chustecznik leżakował aż do dnia, gdzie wpadł w oko kolejnej Osobie, która właśnie szperała wśród moich prac nie wykończonych - i cóż "miłość od wyszperania" - musiała go mieć. Nawet mój brak czasu, natchnienia i efekt nie taki, jak oczekiwałam:-(, nie był wystarczającą przeszkodą - musiałam go skończyć i oddać w Jej ręce... niech dobrze służy.





Chustecznik z wykorzystaniem gazy - pomysł podrzucił mi Szwagier, a sposób wykonania podpatrzyłam na blogu Konstancji :-)