Szukaj na tym blogu

piątek, 30 września 2011

Jesień w pełni a u mnie...truskawki?

Tak:-)
Jeden samotnie spędzony wieczór, nudny film, kieliszk białego wina, dwie złamane igły oraz kilka porządnych nakłuć (we własne palce oczywiście...) i wyfilcowały mi się dwie soczyście czerwone truskaweczki. 
Muszę przyznać, że jednak są one po dość drastycznych przejściach, które zafundowali im koci domownicy Angel i Diablo. Huncwoty dwa w nocy znalazły miejsce, w którym ukryłam filcowe truskawki i urządziły sobie nocne i dość hałaśliwe zabawy w stylu "podaj dalej" oraz "O! jak fajnie się turla", podczas gdy ja nieświadoma demolki spędzałam czas w objęciach Morfeusza. A rano... Mąż znalazł mnie z pewną częścią ciała wypiętą w górze, gdy szukałam moich filcowanek zaglądając  pod wszystkie szafki i inne ulubione kocie skrytki:-)

Uf! dobrze, że jednak dały się odratować:-)

Owoc mojej pracy...

"Truskawkowo"

Reasumując, filcowanie wciąga również ... koty :-)

sobota, 24 września 2011

Koty za płoty - czyli ja też filcuję...

Dziś na blogu moje pierwsze próby filcowanych form. Zaczęłam od najprostszej czyli od kulek - trochę na sucho, trochę na mokro, by mieć porównanie między obiema metodami. Jeszcze nie wiem, która bardziej mi trafiła do gustu. Z kulek powstały takie wesolutkie korale:


moje słodziaki

 Dalsze próby "potoczyły się" już na mokro (bo palce pokłute): ufilcowałam moje piewsze dredy a z nich takie powstały śliwkowe plasterki - wszystkie w  barwach jesieni:

w szeregu do ... suszenia;-)

 Pierwsze nieudolne trochę kolczyki:
Nie miał mi kto pozować, wieć musiał Diablo wystaczyć.

Dalej nawlókł mi się w artystycznym rozpędzie sznur korali:
a do kompletu będzie również bransoletka

Kwiat też się ufilcował - pomyślę, może będzie fajną broszką:
Kwiat z domieszką jedwabiu

Poszperałam po sieci szukając tutoriałów filcowych i zamarzył mi się szal  - wszystkie materiały już skompletowałam, ale brak mi odwagi...oj i siły tu trzeba:-) a kto filcuje, ten wie, co mam na myśli.

Pozdrawia Zafilcowana Jesiennie B:-)

poniedziałek, 19 września 2011

Jeżynowy chustecznik

Niniejszy chustecznik zamawiała Siostra, sama wybrała wzorek i kolory, ale czasem tak bywa, że nie utrafi się w gusta i od pierwszego wejrzenia uczuciem do niego nie zapałała. Pudełko niedokończone poszło w kąt czekać na lepsze czasy, a Siostra dostała całkiem inne - tym razem trafione. Chustecznik leżakował aż do dnia, gdzie wpadł w oko kolejnej Osobie, która właśnie szperała wśród moich prac nie wykończonych - i cóż "miłość od wyszperania" - musiała go mieć. Nawet mój brak czasu, natchnienia i efekt nie taki, jak oczekiwałam:-(, nie był wystarczającą przeszkodą - musiałam go skończyć i oddać w Jej ręce... niech dobrze służy.





Chustecznik z wykorzystaniem gazy - pomysł podrzucił mi Szwagier, a sposób wykonania podpatrzyłam na blogu Konstancji :-)

czwartek, 15 września 2011

Skrzynia Pirata II

Skrzynia pirata już była -  jedna - i... wzbudziła zachwyt otoczenia a przede wszystkim młodego, dumnego właściciela i zazdrość wszystkich chłopców z klasy (i krzyki: też taką chciałbym! ale fajowa! skąd masz?). 
A poniżej najnowsze wydanie Skrzyni Pirata numer II.  Czacha i napisy - w stylizacji Piratów z Karaibów - umieszczone na warstwie starego papieru:


Czacha i napisy są według projektu Pani Agnieszki, dla której wykonałam skrzynię.

 Niełatwe zadanie było przede mną: oryginalne litery ginęły mi na ciemnym tle, więc musiałam znaleźć na to sposób i wymyśliłam: zrobię napisy na starym papierze! Aby zrealizować ambitny pomysł i uzyskać taki końcowy efekt - jak na zdjęciach  - koniecznie musiałam zagłębić podstawy sztuki postarzania papieru (oj, i znowu coś nowego w moim KNOW HOW:-)


Złoto, przetarcia, wycinki ze starych map: 


W środku skrzyni migawki zdjęciowe starych map i statków: może na którejś z map jest zaznaczona droga do skarbów? Kto wie?


Skrzynia Małego Pirata nr. II


A poniżej w kilka zdjęć Skrzyni Pirata numer I:


piątek, 9 września 2011

Bransoletka - też różana...

Tym razem obiecałam koleżance zrobić bransoletkę. Wymarzyła sobie różaną, więc tym samym kontynuję wątek z poprzedniego postu. Muszę dodać, że ta sympatyczna osóbka ma świetny gust i styl - zawsze bawi się kolorami, wzorami, tkaniną, a efekty są zaskakujące. No cóż, i wymalowała się cudnie słodka, romantyczna i kobieca (tylko zdjęcia przy kiepskim świele i mi nie wyszły, za co bardzo przepraszam). A koleżanka - jak zapowiedziała - już szuka w swojej przepastnej szafie odpowiednich ciuszków, by wystąpić z najnowszą zdobyczą na ręku. Sama jestem ciekawa...czym zaskoczy.





                                                                                           
A za oknem pachnie już jesienią, drzewa mienią się paletą barw, niebo zakryły powoje szarości  a  krople deszczu smutno uderzają o parapet,  to już  pora zaopatrzyć się w kalosze - koniecznie soczyście kolorowe i  z niebanalnym wzorem  - tak na poprawę humoru :-)
                                                                                                                  

sobota, 3 września 2011

Romantyczna komódka - przeszłość czy teraźniejszość?

Jakiś czas temu spod pędzla "wyszła mi" komódka - klimatyczna, nastrojowa, naznaczona upływem czasu ze spękaniami wijącymi się pod herbacianymi różami, z przeplatanymi nitkami eleganckiego złota... 
Sama słodycz... Uczta dla zmysłów... Karma dla duszy... Zachęta do snucia marzeń... Oj, aż się zagalopowałam:-)
Drewniana komódka stała się idealnym dodatkiem do wystroju kobiecego pokoju, eleganckim schowkiem na biżuterię.
Użyty przeze mnie, ponad dwa lata temu, motyw różany - nie da się ukryć - to już nic nowego - dziś stał się dosyć popularny zarówno w wystroju wnętrz (widziałam kanapę w podobne róże) jak i w kreacjach odzieżowych: sweterkach, bluzeczkach czy spódniczkach  a nawet biżuterii. Gdy powstawało moje małe dzieło, to nawet do głowy mi nie przyszło, że ten motyw to będzie taki hit modowy. Widać moda, style dekoratorskie, trendy tak już mają:  przenikają się w czasie, łączą, lubią zataczać koła, wracać do przeszłości, zacierać granice między tym, co już było a tym, co jeszcze będzie... więc dziś u mnie będzie - a raczej już JEST - różana komódka:-)

różana komódka
 
 
i zbliżenie na herbaciane róże
 
 
miejsca na biżuterię jest całkiem wiele
To jedna z tych prac "wymuskanych, rozpieszczonych" przeze mnie, nad którą spędziłam wiele długich godzin, nawet nie czując upływu czasu... bo każdy nawet najdrobniejszy element musiał być dla mnie idealny... (nawet mój Ślubny Małżowinek pokręcił głową w zdumieniu, gdy ujrzał efekty)



splątane, wijące się nitki spękań, odrapana miejscami farba - znaki czasu

złoto - dotyk luksusu, królewski przepych i smak bogactwa

* * *