Szukaj na tym blogu

wtorek, 5 listopada 2013

Nowości w pracowni. Uzależnające bubble.

Energetyczna pomarańcza, kobieca czerwień, szara elegancja, a może dostojna czerń?
Tym razem proponuję szalo - naszyjniki w tradycyjnych kolorach ale za to w szalonych kształtach bubble. Są bardzo lekkie, delikatne a ich dotyk uzależnia.
Właśnie - Uzależnia!

Praca w włóczką to ogromna przyjemność. Zmusza mnie do działania, do ciągłego szukania...
myślę ( czasem nad jednym projektem dwa dni zanim go zacznę w ogóle coś robić:-)), szkice czasem się też przydają (luźnych kartek z projektami, wzorami i schematami już nie zliczę)...
Tym razem padło na bawełnę, którą kupiłam i... przez pewien czas nie wiedziałam co z tym fantem począć. Idealny skręt, zniewalała mnie lekkością i fakturą, świetna jakość ale do projektu, który wówczas planowałam nie pasowała. I tak czekała na natchnienie...
Trzy podejścia. Trzy próby. Dążenie do ideału.
Oto i one. Tajemnicze bubble:



środa, 23 października 2013

koszyki na chleb i wino. inspiracja.

 
Lubię, gdy moi Klienci mnie inspirują, gdy "wymuszają" na mnie większą kreatywność, pomysłowość, odkrywanie swoich możliwości.
Lubię, gdy coś się dzieje:-) A się dzieje...
Koszyk na pieczywo - dlaczego by nie? 
Forma okrągła  - niekoniecznie mi do niego pasowała, więc skusiłam się na wykonanie owalu.
I pomysł okazał się trafiony: koszyk mieści średniej wielkości bochenek.
Przyznam, że szydełkiem operowałam intuicyjne przy tym kształcie.
Uszy na życzenie Klientki obszyłam amarantową skórką (wiecie jak trudno znaleźć amarantową skórę przez Internet: jak wybrać, by amarant nie okazał się fuksją, różem czy innym kolorem. Paleta odcieni jest jest ogromna).


Do koszyka na pieczywo powstał do kompletu koszyk na butelkę wina. Razem tworzą ciekawy duet.
Wystarczy już tylko zapełnić koszyki, zaprosić gości i buon appetito!



A równolegle do koszyków powstają szydełkowe otulacze/ocieplacze i kominy na szyję. Wzór świeżo wyuczony i wyćwiczony. Wkrótce pochwalę się...wkrótce...

środa, 2 października 2013

co słychać? jesień wszędzie.

Tym razem porzucam kolory tęczy na rzecz jesiennych barw.
Na ulicach jesień panuje wszędzie, w przyrodzie i w modzie i  mnie również wciąga magia rudości, pomarańczy i brązów, ciemnych zieleni.
A zwłaszcza ten rudy - nawet w włóczkę rudą - tak pięknie rdzawą, puszystą, miękką - zaopatrzyłam się i szal w zamiarze mam wydziergać ...ale zanim szal powstanie, to chyba mrozy i chłody większe nadejdą :-)
A tymczasem .... koszyki na butelki z winem - sprawdzą się, gdy w gości idziemy z tymże podarunkiem i stylowy, stonowany kosz w beżu z uchami obszytymi brązową skórką.




 
 
Tylko dlaczego jesień to też zapchany, czerwony nos, okropna chrypa i załzawione oczęta?
Ale nic - ruda włóczka  - moja piękna... komin będzie...pewnie...
A Wy kochani - łykajcie witaminki i nie dajcie się chorobie.

środa, 18 września 2013

rzecz o inności czyli trochę dziwny wpis.

Tym razem trochę inny.
Komin. Nadal tęczowy.
 Moja recepta na widok z okna, na szare niebo, na niskie ciśnienie, na chłody w mieszkaniu
i brak ciepłej wody w kranie (prace remontowe  - dlaczego nie w okresie lata i urlopów - ja się pytam?)
Do komina wracam:-)
Bo jaki jest sens robić dwa identyczne?
Poza tym, że osobiście ja jako twórca nie lubię rutyny, powielania, kopiowania?

Idziesz na imprezę, na wesele, na spacer do parku czy jakieś na spotkanie a tu... przy Tobie obok staje ktoś kto ma taką samą kieckę, bluzkę, torebkę czy apaszkę.
Nie wiem jak Wy, ale ja mam nieprzyjemne odczucia. Żaden ciuch znanej marki, żadna firmowa metka (osobiście wszystkie odcinam), ani najmodniejszy fason sezonu nie zrekompensuje dyskomfortu, gdy ktoś obok ma to samo!
 I....wygląda podobnie "uu..."a nawet lepiej " o żesz!" w takiej samej rzeczy....
W tworzeniu, projektowaniu można a nawet należy się ZAINSPIROWAĆ, ale zawsze należy dodać siebie i pewną niepowtarzalność, unikalność do przedmiotu i do pracy, które tworzymy.
To nie tylko ostateczny produkt, którym czasem wzbudzimy zainteresowanie, a jak dobrze pójdzie 
 zyskamy uznanie (to prawie jak trafić w lotka) - a życzę tego każdemu i sobie samej:-)

To przede wszystkim efekt nieprzespanej nocy, to zmęczenie rąk, serce przelane na pracę, to twórczy zapał i kreatywność. To emocje.

Rzecz, która powstaje musi mieć duszę. Ma żyć a nie być kopią innych rzeczy.
Ma krzyczeć: oto jestem!
Ma podkreślać odrębność i niepowtarzalność osoby, która ją nosi.
Kopiowaniu mówmy - NIE!

Wolę unikaty. I pewność. I odrębność. Indywidualizm.
Wolę swoją inność...



sobota, 14 września 2013

touch the rainbow.

A właśnie czy można dotknąć tęczy?
Można, a czemu by nie...

Prosto z pracowni. Miękki, cieplutki i plastyczny. Grafitowy. Z plecionką.
Czyli nowy komin "touch the rainbow".
Niczym wulkan energii lub dotyk tęczy - w sam raz na dziś.
A jaka pogoda jest dziś?
 - każdy widzi...



sobota, 31 sierpnia 2013

zpagetti rządzi...

Zpagetti cd.
Tym razem powstał wymyślny tworek, co może służyć jako:

* gazetownik na ulubione pisemka,
* schronienie dla nieszczęsnego pilota lub program tv
* kosz na ręczniki dla gości
* skrytka na kosmetyki w łazience
*itd. - ograniczeniem jest wyobraźnia.

Pojemny. Wystarczająco. Trzyma kształt.
W kolorze czarnym z domieszką kawy z mlekiem.

The one.
Poniżej foto.




czwartek, 29 sierpnia 2013

Jesienny komin-tuba.

Kominy powstają u mnie jak grzyby po deszczu... nic dziwnego już pora.
Na te pierwsze i te... drugie:-)

Niesamowicie miękkie.
Miłe w dotyku.
Cieplutkie.
Obowiązkowy dodatek na chłodne dni i wieczory.

Tym razem w ciekawym zestawieniu grafitu z musztardą i oczywiście z wykorzystaniem nieodłącznego ostatnio zpagetti.
Jak na razie ze względu na pracochłonność wykonania samej plecionki - powstał tylko jeden.



środa, 28 sierpnia 2013

główka pracuje...

Jedziemy w góry! - pewnego dnia pomysł padł.
Czas podróży - godzin chyba 6.
A w tym czasie, co mi pozostał dany w jednym pędzącym aucie, pomiędzy śmiechem i żartami, szaleństwem pasażerów na fotelach z tyłu i przystankach na żądanie tajemniczy twór w mych dłoniach kształtu nabierał.
Najpierw koszyk miał być.
Później ucho miał mieć.
Nic z tego.  
Twór jest ale...bez ucha, za to z zapięciem.
Czerń i czerwień.
Kosmetyczka ze zpagetti.
Pojemna.
A co ciekawe można ją powiesić... sobie.
W łazience.

wtorek, 27 sierpnia 2013

z ostatniej chwili.

Nareszcie moje projekty zaczynają oglądać światło dzienne.
Główka pracuje, maszyna pracuje...
Długo oczekiwany przez mnie komin - z miękkiej dresowej dzianiny z dekoracyjną plecionką wykonany ze (znowu!) zpagettti:-)
Pierwszy - tak myślę.
Następne też będą.
Muszą.



uzależniona od zpagetti... to już czy jeszcze nie?

Statystyka:
1. zapas zpagetti na półkach w pracowni - półki się uginają
2. motków już nie liczę - ubywa ich zbyt szybko
3. druty grube na dwa palce - 2 komplety w tym jedne żyłkowe
4. przerażony Pan Mąż - "znowu coś ciężkiego zamówiłaś????"
5. złamane dwa szydełka i bezradność - gdzie kupić te odporne na moje ręce
6. a ręce - ciągle w ruchu, głowie masa projektów.
7. ufff...a ty czasie stój!

Eko-koszyki - na przydasie do domu: z uchami lub bez, z przykrywką lub bez. Fikuśne lub eleganckie...
Recykling 100%.







poniedziałek, 26 sierpnia 2013

eko-ocieplacze.

Czas leci jak szalony, a za oknem chyba każdy wyczuwa już jesień.
Chłodniej.
Zimniej.
Inaczej.
Lada moment świat będzie mienił się czerwienią, złotem i żółtym, pod stopami poczujemy szelest liści i wpadniemy nie raz w pajęczą sieć.
Dobrze.
Lubię czuć jesień, jej zapachy.
Nie znoszę chłodu.
Ale... w tym szaleństwie jest metoda a ogranicza nas tylko wyobraźnia.
Druty- grube na dwa palce
Zpagetti - uzależniająca eko-włóczka
Ocieplacze - jak poniżej...



Oba zapinane fantazyjnie na wielkie guziki (łososiowy z tyłu, musztardowy na boku), mega milutkie, ciepłe...wymyślone na potrzeby tej jesieni:-)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Już wracam. Z torbą.

Koniec laby, urlopów, relaksu.
Wróciłam. I wiecie co?
Fajnie było (Cypr Północny okazał się zjawiskowy, niesamowity), ale teraz pora zabrać się za coś bardziej konstruktywnego, kreatywnego, itd.
Miesiąc przerwy od pasji to dużo, ale zablokowała mi się wena:-)
I nic, dokładnie nic nie byłam w stanie stworzyć...
I na dodatek ciągle ten uciekający, goniący czas. Dzień do dnia podobny i na nic go nie wystarcza. Zaczynam myśleć, wpada mi do głowy coś twórczego a tu nagle muszę gdzieś pędzić, zająć się
Czy Ktoś też tak ma? Czy tylko zjawisko z mojej codzienności?


Wracając do tematu:  nadchodzi nowe!
Oto moja pierwsza. 
Prosta w formie.
Wymyślona.
Filcowa.
Ręce jeszcze niewprawione, więc bystre oko wyłapie kilka niedoskonałości czy błędów.
A ja przyznaję się uczciwie : szyć nie potrafię.
Mam zapał, sporo chęci i niespokojnego ducha ... ?
 OTO Torba-borba.
 
Udało mi się przemycić do niej dwie kieszonki: pierwsza z drugiej strony tak pod ręką na kartę miejską lub bilety a druga większa skórzana -  wewnątrz.
Zapięcie na magnes.

A co będzie następne?
Napiszę jutro:-)

środa, 26 czerwca 2013

Miętowe orzeźwienie.

Jedna z bransolet wykonanych na zamówienie - delikatnie cieniowana.
Cieniutka. Wręcz minimalistyczna.
Idealna. Na lato.
No właśnie lato...
plaża... ocean... urlop...
Za dni parę wylot na słoneczną wyspę:-)
Zmykam.
Czas rozpocząć pakowanie.




A do listy zrobienia rzeczy na urlopie dopisuję:
punkt nr. 13 - nabrać świeżego spojrzenia
punkt nr. 14 - poszukać inspiracji:-)

czwartek, 30 maja 2013

Lodowa Królowa.


Skończyłam Lodową Królową!!! 
Zdecydowałam się na zestawienie odcieni szarości TOHO 8 w rzędzie na 6. Na początek zrobiłam bransoletę, ale wyszła tak przyjemna w dotyku, że uparłam się dalej i z uporu powstał komplet bransoleta z naszyjnikiem.
W dotyku meeega przyjemny, aksamitny i chłodny niczym lodowy sopel - sprawdziłam na sobie i ... zakochałam się.  A do niego koniecznie metalowe serducho, aby przełamać ten chłodek. Naszyjnik ma 50cm a można go nosić na kilka sposobów układając zawieszkę raz z tyłu, na boku lub centralnie na środku - za każdym razem prezentuje się inaczej. 


 
 

Naszyjnik z bransoletą w zestawie.

środa, 29 maja 2013

Dodatek na lato... obowiązkowy.

Już z początkiem wiosny zaczęłam myśleć o ... lecie i letnich dodatkach.
Przyznam, że planach miałam worki marynarskie i plażowe torebki (czyli znowu nowa technika w zamyśle:-), ale jak to z planami bywa i te przesuwają się w czasie w stronę niedalekiej przyszłości. Maszyna, na której planowałam pracować ma nieuleczalne schorzenie i nie da się naprawić, więc powstała potrzeba zakupu nowej. Najważniejsze, że fundusze już są zebrane - tylko teraz wybór trudny...

Wracając do tematu: dziś przedstawiam bransolety w letnim klimacie.
Podobnie jak rok temu zainspirowały mnie motywy marynistyczne i niezawodne zestawienie czerwieni, granatu i odcieni bieli, beży.
Jako pierwszy prezentuję sznur koralikowy o wzorze ~ który jak się później okazało w trakcie pracy ~ wymagał precyzji przy nawlekaniu koralików i wręcz anielskiej cierpliwości. Planowałam naszyjnik ale zabrakło mi tego ostatniego - cierpliwości właśnie... Poziom pracochłonności tego wzoru pokonał mnie, więc zostałam przy bransoletce.

 
I obowiązkowy najmodniejszy dodatek tego lata: moje ulubione bransoletki rzemykowe z kotwicą i sterem. 

 

środa, 15 maja 2013

geometycznie - koralikowe czary mary

Tym razem pokusiłam się o wykonanie naszyjnika z innym wzorem - o niebo trudniejszyn niż wszystkie poprzednie. Najpierw wzór (jako początkująca nie chciałam ryzykować niewiedzą i wykorzystałam dostępny wzór ze strony pinterest.com), dobranie kolorów (koniecznie matt) a później mozolne nawlekanie - liczenie koralików, liczenie i ups pomyłka...
A jak już wszystko zostało nawleczone to dalsze mozolne przerabianie - koralik za koralikiem. I tak powstał sznur, ale do niego potrzebne mi było zapięcie. Wymyśliłam sobie, że musi być dekoracyjne i koniecznie koralikowe - toggle.
Sznur koralikowy ma trzy kombinacje noszenia.
Wygląda to tak:



 



I tak tym sposobem złapałam bakcyla na wzory - tylko przeraża mnie czasochłonność, trud i trudność nawlekania tych tysięcy kombinacji koralików... Moja kochana asystentka - zrezygnowała i tylko wersja basic wchodzi w rachubę :-)
A czasu wiecznie na wszystko brakuje. Hmm...